Sony Ericsson Satio
Sony Ericsson Satio (U1) w założeniach ma być smartfonem totalnym. Łącząc w sobie najlepsze cechy telefonów z linii Walkman oraz Cyber-shot ma za zadanie pokazać całej branży kto nią rządzi. Arsenał ma pokaźny - to m. in. 3,5 calowy, panoramiczny, dotykowy ekran, nowy Symbian oraz aparat 12 Mpx. Z drugiej strony jednak, takie eksperymenty często kończą się klęską i okazuje się, że liczby to nie wszystko.
Zestaw
Sony Ericsson Satio i rysik
Zestaw który dostałem wraz z tym telefonem był nieco zubożały w porównaniu z wersją, którą możemy kupić w Polsce w oficjalnym kanale dystrybucji. Dostałem na przykład kartę miro SD HC o pojemności 8 GB zamiast 16 GB. Oprócz niej, baterii o pojemności 1000 mAh oraz różnych instrukcji i ulotek, w pudełku powinniśmy znaleźć:
- ładowarkę,
- kabel USB,
- słuchawki douszne (typu in-ear) podłączane do gniazda mini jack 3,5 mm (model HPM-77),
- przejściówka z gniazda Fast Port do mini jack 3,5 mm z wbudowanym mikrofonem i przyciskiem do odbierania połączeń,
- kabel do telewizora,
- skórzany pokrowiec,
- przejściówkę micro SD -> SD i podstawkę do trzymania telefonu w pionie w jednym (IM-920)
- wspomnianą wcześniej karte micro SD HC o pojemności 16 GB,
- rysik z linką do przywiązania do telefonu.
W zestawie nie znajdziemy płyty CD z oprogramowaniem. Podobnie jak w Nokii, w Sony Ericssonie najwyraźniej stwierdzili, że skoro mają już jeden nośnik nie potrzebują drugiego. Sony Ericsson PC Software znajdziemy na karcie pamięci, a Windows potraktuje ją jak dysk z programem instalacyjnym.
Pierwsze wrażenie, wykonanie
Sony Ericsson Satio to prawdziwy smartphone. Jest duży i ciężki. Teoretycznie jest trochę mniejszy od Nokii N97 - ma 112 mm wysokości (w porównaniu do 117), 55 mm szerokości (tyle samo) oraz 13 mm grubości zamiast 16 mm, ale to ostatnie jest nadużyciem. Owszem, w dolnej części rzeczywiście jest to 13 mm, ale w górnej mamy wystający z obudowy moduł aparatu, który dodaje ok. pół centymetra...
Ten moduł aparatu przysporzył mi zresztą trochę kłopotów - przez to, że osłonka obiektywu zajmuje całą szerokość telefonu i przesuwa się w dół, nie w bok, jeśli ktoś nosi wąskie spodnie, tak jak ja, ma spore szanse na uaktywnianie aparatu przy wyciąganiu telefonu z kieszeni. Mi się to co jakiś czas zdarzało.
Satio jest wykonany głównie z plastiku (z nielicznymi metalowymi wstawkami), ale mimo tego wygląda ładnie i poważnie. Przynajmniej w czarnej wersji, którą testowałem. Srebrna i bordowa podobają mi się znacznie mniej.
Zwróciłem uwagę na jeszcze jedną rzecz - podobieństwo tego telefonu do modelu C905. W obu modelach górna i dolna część obudowy są zaokrąglone, boki sa w innym kolorze niż reszta obudowy (lub są zaakcentowane), a po prawej stronie znajdziemy taki sam układ przycisków i nawet informację o Wi-Fi i GPS umieszczono w taki sam sposób. C905 też posiada wybrzuszenie w miejscu aparatu jednak jest ono znacznie mniejsze. Satio jest za to o wiele ładniejszy.
Sony Ericsson Satio vs iPhone 3G
Sony Ericsson Satio vs iPhone 3G
Sony Ericsson Satio vs iPhone 3G
Ergonomia, sterowanie
Szczerze mówiąc, obawiałem się tego dotykowego ekranu. Moje doświadczenia z takowymi w urządzeniach Sony Ericsson do najlepszych nie należą - nie mówię już nawet o epoce przed iPhone, kiedy rysik był standardem, ale np. XPERIA z Windows Mobile i wciskanym ekranem była pod tym względem tragiczna, a testowałem ją w połowie 2009 roku. O różnych eksperymentach w rodzaju np. K850 - z częściowo dotykowym (wciskanym) ekranem już w ogóle szkoda gadać.
W Satio jest pod tym względem jednak całkiem nieźle. Oporowy ekran jest mniej toporny niż się spodziewałem - nie wiem czy nie jest nawet lepszy od tego w Nokii 5800. Oczywiście, o przewijaniu kinetycznym możemy sobie pomarzyć, ale wciska się dość wygodnie.
Sony Ericsson Satio ma takie same tryby wprowadzania tekstu jak Nokia 5800. Są to: klawiatura alfanumeryczna, mini klawiatura QWERTY (do używania z rysikiem), pełnoekranowa klawiatura QWERTY i rozpoznawanie pisma odręcznego (rysik). Niestety, nie uświadczymy tutaj takiego rozwiązania jak w Nokii 5530, gdzie obrót telefonu o 90 stopni powoduje zmianę trybu alfanumerycznego na pełnoekranowy QWERTY. Szkoda.
Z tą pełnoekranową klawiaturą QWERTY jest związany jeszcze inny problem. Jak już wcześniej wspomniałem, górna część telefonu jest znacznie grubsza od dolnej - za sprawą modułu aparatu i jego jeszcze większej osłony. Sprawia to, że trzymając telefon w poziomie jego lewa strona będzie się inaczej układać w ręku niż strona prawa. Nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie.
Ekran jest też dość czytelny - to matryca TFT o 16 mln kolorów, która przy rozdzielczości 640x360 ma przekątną 3,5 cala. Tak jak w Nokii N97. Oczywiście, mamy możliwość regulacji jasności wyświetlacza.
Oprócz wyświetlacza mamy jeszcze kilka realnych przycisków. Z przodu obudowy znajdziemy charakterystyczne dla systemu operacyjnego pod którym pracuje Satio zieloną słuchawkę, klawisz menu oraz czerwoną słuchawkę. Na górze znalazł się włącznik, a na prawym boku znajdziemy regulację głośności (względnie zoom), przycisk szybkiego podglądu zdjęć, przełącznik między trybem zdjęć, a wideo oraz klawisz aparatu.
Z lewej strony znajdziemy przełącznik blokady klawiatury, gniazdo Fast Port oraz gniazdo kart pamięci micro SD. Z tym ostatnim trzeba uważać - mam wrażenie, że osłonka ma raczej krótki cykl życiowy.
Sony Ericsson Satio vs Nokia 5800 XM
Sony Ericsson Satio vs Nokia 5800 XM
System
Satio nie jest pierwszym telefonem Sony Ericssona, który korzysta z systemu Symbian OS. Jest za to pierwszym, który wykorzystuje platformę S60 - dotąd był to niezbyt udany UIQ, używany we wszystkich telefonach serii P (P1, P990, P910, P900, P800), a także w innych (np. M600 czy W950). Oczywiście, ponieważ jest do dotykowy telefon, mamy tu do czynienia z piątą edycją S60 - tak jak w Nokii 5800 XpressMusic, Nokii N97, Nokii 5530 XpressMusic czy Samsungu Omnia HD, na którego test czekam od bardzo długiego czasu.
Zasady działania są więc takie same - wszystko obsługujemy przy użyciu ekranu, a telefon musi mieć przynajmniej 3 przyciski realne - zieloną słuchawkę, przycisk menu i czerwoną słuchawkę. Mamy wielozadaniowość, możliwość instalowania zewnętrznych aplikacji i takie tam.
W internecie możemy przeczytać różne informacje o problemach z oprogramowaniem w tym telefonie. Mówi się, że jest niestabilne, a w Wielkiej Brytanii ponoć wycofują z tego powodu całe partie tego modelu ze sklepu. Cóż, to prawda - częściowo. Na początku miałem z tym ogromne problemy. System się wieszał, zamulał, a trzy tryby gotowości nie pracowały poprawnie. Rozwiązaniem była aktualizacja oprogramowania - straciłem przy tej okazji aplikację do Facebooka oraz sklep z aplikacjami SE (to drugie jestem w stanie zrozumieć, bo mogliśmy tam znaleźć wyłącznie aplikacje dla modeli pracujących na UIQ - dla Satio nie było nic), ale zyskałem poprawnie działające tryby gotowości i większą stabilność systemu. Niestety, znowu trafiłem na telefon przeznaczony do Szwajcarii, więc system mówił do mnie głównie po angielsku (miałem do wyboru jeszcze niemiecki, francuski, włoski, rosyjski, grecki, bułgarski, chorwacki i rumuński, a ulotki były po niemiecku, francuski i włosku).
Co do trybów gotowości, mamy tu cały przekrój wszystkich kombinacji dostępnych dla platformy S60. Z wyjątkiem widgetów w Nokii N97. Jeśli chcemy, możemy marnować miejsce na ekranie i nie wypełniać go niczym.
Możemy także wyświetlać skróty do sześciu aplikacji oraz informacje odtwarzacza muzycznego/radia i kalendarza - jak w telefonach opartych o S60 3rd edition lub wyświetlać skróty do czterech aplikacji oraz informacje takie jak w poprzednim trybie - takie jak w telefonach opartych o S60 5th edition.
Znajdziemy także pionowy pasek skrótów, jak w nowszych niedotykowych telefonach z Symbianem (na przykład N86).
Na deser zostawiłem najciekawszy moim zdaniem temat trybu gotowości - Sony Ericsson. Nazwa jest w pełni uzasadniona, bo telefon zaczyna wtedy przypominać bardziej Sony Ericssona niż dotykową Nokię - na górze znajdziemy mały pasek z ikonami statusu i mały zegar, nazwa operatora znajdzie się prawie na środku ekranu, podobnie jak data i godzina i ew. nazwa profilu (tylko z drugiej strony - na dole), a pod nimi znajdziemy miejsce na widget odtwarzacza MP3. Na samym dole znajdziemy skróty do klawiatury numerycznej, odtwarzacza multimediów, wiadomości i wyszukiwarki.
Najważniejsze są tu jednak ikony w górnej części ekranu - kliknięcie na jedną z nich, lub przesunięcie palcem po ekranie w odpowiednim kierunku spowoduje wyświetlenie jednego z czterech ekranów: ulubionych kontaktów, zakładek, podglądu ostatnio wykonanych zdjęć oraz listy skrótów. Niestety, w tym trybie nie znajdziemy na głównym ekranie skrótu do książki adresowej. Mamy za to skrót do wyszukiwarki Google'a. Bez sensu.
Oczywiście, wciśnięcie górnej części ekranu daje nam dostęp do menu połączeń oraz do zegara (alarmów, itd.). Tryby gotowości oraz menu to prawdopodobnie dodatkowa nakładka na S60 - aplikacja ScreenSnap, dotąd niezawodna, była w stanie zarejestrować tylko pasek statusu, a reszta ekranu pozostawała dla niego pusta.
Menu działa przy tym według dwóch różnych koncepcji - przy widoku siatki jedno kliknięcie powoduje uruchomienie aplikacji, otwarcie podfolderu czy zdjęcia, zaś przy widoku listy - jedno kliknięcie to wybranie opcji, a drugie - uruchomienie. Do tego trzeba się niestety przyzwyczaić. Niestety, przewijanie trochę tu utyka i tzw. "kinetycznego przewijania" raczej nie znajdziemy.
Symbian to także możliwość instalowania aplikacji - napisanych w Javie lub dedykowanych specjalnie temu systemowi. Niestety, nie mamy tu dostępu do żadnego sklepu - ten Sony Ericssona nie działa, a Ovi Store należy do Nokii i prędzej zobaczę Nokię z Windows Mobile niż zostanie on udostępniony konkurentom. To znacznie ogranicza dostęp do aplikacji, ale zawsze pozostaje Google.
PS. Nie wiem czy wiecie, ale S60 5th Edition to teraz Symbian^1, a w przyszłym roku mamy zobaczyć Symbian^2...
Połączenia, książka adresowa
W trybie gotowości na ekranie jest specjalny przycisk służący do tego celu, a w menu jego funkcję przejmuje słuchawka. Uruchamiamy klawiaturę ekranową. Jest dość duża i wygodna. I działa tylko w trybie pionowym.
Sony Ericsson Satio posiada wszystkie funkcje połączeń, które posiadają dotykowe Nokie. Oznacza to, że podczas aktywnego połączenia głosowego na ekranie mamy 4 przyciski - służą one do wyłączania mikrofonu, zawieszania rozmowy, włączania głośnika, lub kończenia rozmowy. Do tego dwa klawisze funkcyjne - "Opcje" oraz "Zadzwoń" (służy do pokazywania na ekranie klawiatury). Gdy ktoś do nas dzwoni, na ekranie znajdziemy przyciski "Odbierz" oraz "Odrzuć" (jest jeszcze "Wycisz" - jeden z wirtualnych przycisków funkcyjnych). Odbieranie a'la iPhone jest specjalnością Nokii.
W czasie rozmowy możemy też zawieszać połączenie, rozpoczynać nowe, wysyłać MMS-a, przeglądać menu i rozpoczynać rozmowę wideo. Konferencji brak.
Książka adresowa to ta sama aplikacja, którą w roku 2002 mogliśmy znaleźć w pierwszym telefonie S60 - Nokii 7650, lub (nieco później) w innych modelach - nie tylko Nokii, ale też Siemensa, Samsunga czy jednym modelu Sendo. W obecnej formie umożliwia ona zapisanie praktycznie nieograniczonej liczby kontaktów (spróbujcie wypełnić samymi kontaktami 128 MB), przypisania im nieograniczonej liczby danych - w tym numerów telefonów, adresów, adresów e-mail, dat urodzin, numeru telefonu zastępcy oraz zdjęcia. Wszystko to możemy wysłać przez MMS, Bluetooth, e-mail lub zapisać na karcie pamięci jako wizytówkę w formacie vCard. Poodobnie jak w innych telefonach S60 5th edition wyszukiwarka kontaktów jest tu bardzo wygodna - na ekranie wyświetlają się tylko te litery które są potrzebne.
Wciśnięcie zielonego przycisku na ekranie głównym skieruje nas do listy ostatnich połączeń. Satio będzie trzymał te informacje przez 30 dni, ale czas trwania połączeń oraz ilość przesłanych danych zapamięta na zawsze. Oczywiście, pod warunkiem że po drodze sami tego nie skasujemy lub zwyczajnie nie wyczyścimy mu pamięci.
Wiadomości
Aplikacja do obsługi wiadomości to także stara znajoma, która pozwala na odbieranie i wysyłanie SMS-ów, MMS-ów oraz e-maili. Limit odebranych wiadomości pierwszego rodzaju wyznacza pojemność pamięci telefonu lub karty micro SD (przypominam, że w zestawie znajdziemy taką o pojemności 8 GB), ale niestety - jak zwykle - wysłanych wiadomości zmieścimy maksymalnie 999.
SMS-y i MMS-y możemy także oglądać w postaci konwersacji - tak jak w iPhone, Windows Mobile, Androidzie, czy poprzednio testowanym przeze mnie telefonie Sony Ericsson - C510. Niestety, możemy to traktować wyłącznie jako gadżet - konwersacje są niezależne od standardowej aplikacji (poza tym, że wyświetlają treść wiadomości) i nie znajdziemy w niej żadnego odnośnika do tej funkcji. Skróty znajdują się w trybie gotowości oraz w menu pod hasłem... rozrywka.
Jest jeszcze e-mail. Z przyczyn oczywistych nie uświadczymy tu Nokia Messaging, więc jesteśmy skazani na poprzednią aplikację dla S60. Skazani to może złe słowo, bo to nie jest zły program. Obsługuje konta POP3 i IMAP, pobiera załączniki, może wyświetlać wiadomości w formacie HTML i obsługuje push e-mail. Niestety, mojego Gmaila musiałem konfigurować ręcznie. Pociesza mnie jednak fakt, że po kilkunastu testach znam adresy serwerów i numery portów na pamięć.
Narzędzia: organizer, kalkulator, mapy i inne
Organizer w S60 zawsze stał na wysokim poziomie. Nie inaczej jest tym razem. Do naszej dyspozycji są: kalendarz, notatki, kalkulator prosty, konwerter jednostek, Adobe PDF, Quickoffice, menedżera plików i mapy z GPS.
Wszystkie aplikacje to standardowe S60, więc kalendarz umożliwia zapisywanie spotkań, notatek, zadań i rocznic, jest zgodny z formatami iCal czy vCalendar. Dodatkowo, jeśli ustawimy aktywny tryb gotowości inny niż Sony Ericsson, mamy możliwość wyświetlania wpisów z kalendarza na głównym ekranie.
Aplikacja do obsługi notatek to także stara znajoma - ot, pozwala na tworzenie i przeglądanie plików TXT. Podobnie prosty jest, niestety, kalkulator. Poza dodawaniem, odejmowaniem, mnożeniem, dzieleniem, pierwiastkowaniem i obliczeniami procentowymi nie potrafi nic.
Lepszy jest już konwerter jednostek, który posiada w swojej bazie większość przydatnych w codziennym życiu miar i jednostek. O Adobe PDF i Quickoffice za wiele nie można powiedzieć. Działają, w trybie tylko do odczytu. Licencja pozwalająca na edycję plików w Quickoffice kosztuje.
Nie kosztuje za to korzystanie z menedżera plików, który - jak to w S60 jest dobry i posiada trochę zaawansowanych funkcji.
W telefonie tej klasy nie mogło zabraknąć GPS-u i map. Do wyboru mamy dwie aplikacje - Google Maps oraz Wisepilot. Pierwsza aplikacja nie jest niczym nowym - wyświetla dane w postaci mapy i widoku satelitarnego, korzysta z AGPS, w Warszawie pokazuje przystanki tramwajowe oraz różne ważne miejsca (od Uniwersytetu Warszawskiego poczynając, na klubach w rodzaju Opery, Platinium, a nawet Luzztra kończąc) i umożliwia korzystanie z usługi Google Latitude.
O drugiej aplikacji nie mogę jednak za wiele powiedzieć, bo przy próbie uruchomienia mapy otrzymywałem komunikat o błędzie połączenia.
Jest też dyktafon - standardowy w S60.
Internet
Sony Ericsson Satio posiada standardową przeglądarkę S60, opartą na silniku WebKit - tym samym, z którego korzysta np. Safari. Mówiąc w skrócie - przeglądarka obsługuje HTML, XHTML, XML, JavaScript (i pochodne - wszystkie AJAX-y, itd.), a także Adobe Flash Lite. Oczywiście wyświetlanie animacji można wyłączyć.
Oprócz tego mamy obsługę RSS, kilku okien naraz (niestety w uproszczonej formie i nie możemy tego włączyć sami - musi wyskoczyć pop-up), możliwość zmniejszania i powiększania stron, historię, tryb pełnoekranowy, zaawansowane funkcje ochrony prywatności, itd.
Przeglądarka ma jednak jedna dużą wadę - przy większych stronach potrafi się nieźle zamulić.
Satio powinien też mieć kilka aplikacji internetowych - m. in. natywną aplikację do Facebooka. Jednak aktualizacja oprogramowania usunęła ją z telefonu - pozostał jedynie program do uploadu zdjęć - do Picasy oraz Bloggera. No i wyszukiwarka. Oczywiście Google.
Multimedia
Odtwarzacz multimediów to - obok trybu gotowości - druga funkcja, która odróżnia Satio od dotykowych Nokii. Sony Ericsson zaimplementował tu bowiem własną aplikację. Nie jest to jednak nic nowego - ten sam program mają modele XPERIA, C905 czy C510. Oczywiście, w tym przypadku jest ona lekko napakowana - m. in. dlatego, że Satio ma dotykowy ekran, a także ze względu na aktywny tryb gotowości.
W trybie gotowości mamy bowiem, na przykład, dostęp do najnowszych zdjęć z aparatu. Możemy stąd szybko przejść do galerii zdjęć, która umożliwia nam oprócz oglądania także edycję, tagowanie, drukowanie, przypisywanie do kontaktów itd.
Filmów nie możemy edytować - możemy je tylko oglądać. W trybie pionowym lub panoramicznym, pod warunkiem, że film który chcemy obejrzeć jest formacie WMV, RV, MP4 lub 3GP. Mamy też specjalną aplikację do oglądania klipów z Youtube.
Najciekawszy jest jednak odtwarzacz muzyczny. Korzystanie z niego jest raczej przyjemnością. Aplikacja odtwarza pliki MP3, WMA, WAV, RA, AAC i M4A, obsługuje tagi ID3 wraz z okładkami, pozwala tworzyć playlisty, a utwory wyświetlać alfabetycznie wg wykonawców, albumów lub po prostu nazw.
Do tego mamy widgety - mniej lub bardziej wygodne - w trybie gotowości.
Zestaw słuchawkowy przyda nam się także do korzystania z odbiornika radiowego - służy wtedy jako antena. Radio pozwoli nam się automatycznie stroić i zapisać wykryte stacje, ale... nie obsługuje RDS. Wydawało mi się, że w telefonie tej klasy powinniśmy taką funkcję znaleźć, ale jak widać życie jest pełne niespodzianek. Nie znajdziemy też sterowania radiem w trybie gotowości. W żadnym temacie. Możemy tylko regulować głośność. Sytuacji nie ratuje też brak możliwości sprawdzenia przez TrackID informacji o odtwarzanym w słuchanej przez nas stacji radiowej utworze. Jak widać, radio zostało tu potraktowane bardzo po macoszemu.
TrackID działa za to całkiem nieźle, ale trudno tu mówić o wielkiej zasłudze producenta - w końcu aplikacja ta wykorzystuje po prostu technologię Gracenote Mobile Music ID. Gdyby ktoś pierwszy raz słyszał o TrackID, wyjaśniam - to aplikacja, która przy użyciu mikrofonu w telefonie nagrywa krótki kawałek odtwarzanego na zewnątrz utworu, sprawdza próbkę w bazie Gracenote i najczęściej mówi nam, co to za utwór, kto go wykonuje i na jakim albumie pojawił się po raz pierwszy. Najczęściej, bo zawsze znajdziemy jakiegoś niszowego wykonawcę, którego nie znajdziemy w tej bazie, ale np. kupa polskich, raczej mainstreamowych, wydawnictw tam jest. TrackID jest też odporny na rozpraszanie - możemy nagrywając kichać czy rozmawiać, a i tak powinniśmy otrzymać prawidłowy wynik.
Satio posiada też gry - sudoku oraz labirynt, w którym przy użyciu czujnika ruchu musimy przeprowadzić kulkę od wejścia do wyjścia, omijając przeszkody i pułapki. Możemy też instalować dodatkowe gry - w Javie oraz dedykowane specjalnie S60 5th Edition.
Aparat
Są ludzie, którzy uważają, że nie liczy się rozmiar tylko technika. Cóż... w przypadku aparatów cyfrowych coś w tym jest, ale Sony Ericsson Satio dowodzi, że problemy techniczne możemy nadrobić rozmiarem matrycy.
Niestety, podczas testu tego telefonu nie mogłem liczyć na bezchmurne niebo. Chmury oznaczają gorsze światło, a to z kolei szumy, bo w tym telefonie nie da się regulować światłoczułości. Chociaż... nie było z tym aż tak źle.
Ok, czasami bywało gorzej.
Dzięki ksenonowej lampie błyskowej, nie będziemy mieli także problemów z nocnymi zdjęciami.
Chociaż czasami poradzimy sobie jako-tako i bez lampy. Po lewej stronie zdjęcia zrobione z użyciem lampy błyskowej, po prawej - bez.
Satio posiada także całkiem niezły tryb makro, w którym wybieramy punkt ostrości dotykając odpowiedni obszar na ekranie. Przy dodatkowym użyciu lampy żadne ślady paluchów zostawione na ekranie Nokii 6600i się nie ukryją.
Przy okazji - dwa powyższe zdjęcia zostały zrobione w formacie 16:9 i rozdzielczości 9 megapikseli. I to właśnie taki układ, a nie 4:3 i 12 megapikseli lansuje Sony Ericsson. Wynika to zapewne z faktu, że ekran w tym telefonie też jest panoramiczny. Do wyboru mamy jeszcze inne rozdzielczości - 10 MP (3:2). 5 MP (4:3) i 2 MP (16:9).
Oprócz tego możemy tworzyć w tym telefonie jeszcze szersze zdjęcia - tzw. panoramy. Tym razem nie jest to kpina o szerokości 800 pikseli - trafiają się obrazki szersze niż 4000 px, a przypominam, że maksymalna rozdzielczość dla normalnego zdjęcia wykonanego tym aparatem to 4000 x 3000. Panoramy trzeba jednak umieć robić - jeden fałszywy ruch i wyjdzie nam potworek w rodzaju jednego z poniższych. Cóż - takie są wady automatu.
Szybko jednak dojdziemy do wprawy i nauczymy się stać spokojnie oraz obracać się pod odpowiednim kątem oraz z odpowiednią prędkością.
To jednak dodatki, raczej nieistotne. Podobnie jak tryb wykrywania uśmiechu, czy efekty w rodzaju negatywu, sepii czy monochromy. Nie one przesądziły o tak wysokiej ocenie dla aparatu w tym telefonie. Przesądził koncert zespołu Editors, który odbył się w listopadzie 2009 roku w Warszawie. Mówię poważnie. Normalnego aparatu nie mógłbym tam ze sobą zabrać, o lustrzance nie wspominając, ale telefon komórkowy nie wzbudził niczyich podejrzeń. A zdjęcia mimo szalejącego tłumu wyszły... no, może nie idealnie, ale moim zdaniem bardzo dobrze.
Satio może też nagrywać filmy. W rozdzielczości VGA (640 x 480) przy 30 klatkach na sekundę. Lampę ksenonową zastępuje wtedy dioda LED.
Połączenia
Jak na prawdziwego smartphone'a przystało, Sony Ericsson Satio pobiera i wysyła dane z dużą prędkością. Mamy do dyspozycji GPRS, EDGE, UMTS oraz HSDPA (download) z prędkością do 7,2 Mbps i HSUPA (upload) ograniczone do 3,6 Mbps. Nie muszę chyba wspominać o Wi-Fi w standardzie 802.11 b/g?
Oprócz tego mamy jeszcze Bluetooth 2.0 oraz GPS (ze wspomaganiem A-GPS). Niestety, mimo że to Symbian, nie mamy tu możliwości transferu danych z jednego telefonu na inny - to funkcja zarezerwowana wyłącznie dla Nokii.
Są jeszcze połączenia przewodowe. Kartę pamięci Memory Stick zastąpiła micro SD (w zestawie 8 GB, a telefon obsłuży do 32 GB), dzięki czemu mogłem przenieść do tego telefonu kontakty z mojej 5800. Niestety, nie wprowadzono przy tej okazji żadnego małego USB - w telefonie znajdziemy gniazdo typowe dla Sony Ericssona. Szkoda.
Po podłączeniu telefonu do gniazda USB mamy do wyboru 4 tryby. Tryb PC Suite, transferu multimediów, pamięci masowej oraz drukowania. Pierwszy pozwala na zarządzanie urządzeniem przy użyciu odpowiedniej aplikacji dla Windows - możemy kopiować kontakty i wpisy z kalendarza oraz pliki multimedialne, a także m. in. aktualizować firmware w telefonie. Satio teoretycznie współpracuje też z Makami - na stronie producenta znajdziemy odpowiedni plug-in do iSync. Niestety, w moim przypadku nie działał i z tego co czytałem w internecie, nie jest to odosobniony przypadek.
Aplikację Sony Ericsson PC Suite zainstalujemy podłączając telefon w trybie pamięci masowej - dzięki odpowiedniej konfiguracji Windows wykryje telefon jako dysk instalacyjny. Oczywiście, otrzymamy wtedy dostęp także do innych plików zapisanych na karcie pamięci. Pozostałe dwa tryby służą - odpowiednio - do transferu danych zabezpieczonych przez DRM oraz do bezpośredniego podłączania do kompatybilnej drukarki.
Bateria
Bateria w tym telefonie ma pojemność 1000 mAh. Tyle, co akumulator w Nokii 5530, także pracującej na S60 5th Edition. Między tymi telefonami są jednak dwie, dość istotne w codziennym użytkowaniu różnice. Mniej istotna to rozmiar wyświetlacza - Satio ma ekran o przekątnej 3,5 cala, a 5530 - przy tych samych proporcjach - 2,9 cala (w obu wypadkach mamy do czynienia z matrycą TFT). Ważniejsza jest jednak kwestia 3G. Telefon Nokii nie obsługuje sieci trzeciej generacji, zaś Sony Ericsson je obsługuje.
I to było przyczyną mojej frustracji podczas pierwszego dnia normalnego korzystania z telefonu. Od pełnego naładowania do wyłączenia telefonu doszedłem w 17 godzin - o godzinie 1. w nocy. W ciągu tamtego dnia rozmawiałem przez jedną godzinę i kilka minut (w pakietach po 5-10 minut), wysłałem i odebrałem łącznie ok. 60 SMS-ów, przesłałem ok. 2 MB danych i w sumie przez jakieś 15-20 minut bawiłem się innymi funkcjami tego telefonu - na potrzeby screenshotów.
Z uwagi na to, że o jakiejś 2. w nocy musiałem zamawiać taksówkę, dowiedziałem się w najgorszy możliwy sposób o pewnej ważnej sprawie. Z Satio jest jak z iPhone. Kiedy tylko masz taką okazję, podłączaj do ładowarki. I ładuj na wszelki wypadek przez całą noc. Ja wiem, że elektrownie węglowe, dwutlenek węgla, zanieczyszczenia, efekt cieplarniany, itd. ale jako użytkownik Satio jestem egoistą i wybieram swoją wygodę i bezpieczeństwo, a nie klimat. Ekologów którzy planują przypinać się do drzew pod moim domem odsyłam pod siedzibę Sony Ericssona.
Zdarzyła się też sytuacja kiedy telefon wytrzymał dłużej niż dobę - byłem wtedy na zwolnieniu lekarskim i przez większą część doby leżałem w łóżku, a przez pozostałe 5-6 godzin nie byłem zbyt rozmowny, więc telefon znajdował się praktycznie cały czas w trybie czuwania.
Na koniec...
Sony Ericsson Satio to wielki telefon. W znaczeniu dosłownym. Jego funkcjonalność nie pozostaje za daleko w tyle za rozmiarami, chociaż niektóre sprawy wymagają dopracowania. Nie da się jednak ukryć, że to rewelacyjny (jak na telefon) aparat, dobry odtwarzacz MP3 i MP4, porządna platforma internetowa, a dzięki temu że mamy tu do czynienia z S60, także świetny organizer. Ja jestem zachwycony.
Trzeba tylko pamiętać o jednej ważnej sprawie - fakt, że podczas testów tego telefonu nie miałem problemów z oprogramowaniem nie oznacza, że wszystko jest w porządku. Z drugiej jednak strony, brytyjski problem został już ponoć naprawiony wraz z kolejną aktualizacją oprogramowania.
Test przeprowadził: Marcin Sierant


